STOWARZYSZENIE TEATR M U M E R U S
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
| Fot.: IP | Rysunek: Jan Polewka | Fot.: IP | Projekt ulotki: Ewa Natkaniec | Fot.: IP |


Spektakl teatralny "Jarmark cudów" jest kolejną odsłoną projektu „Mit środka Europy: Jarmark cudów” - w dwóch wersjach: po pierwsze jako plenerowy spektaklu teatralny w wykonaniu Teatru Mumerus, zrealizowany we współpracy i prezentowany na podwórku Muzeum Etnograficznego w Krakowie.
Podwórko to stało się miejscem, gdzie zaprezentowaliśmy się różne magiczne przedmioty, czary i remedia, a także na którym wystąpili wędrowni kuglarze i szarlatani, jak również pątnicy, dziadowie i żebracy. Można także wyleczyć się z opętania, nabyć magiczne przedmioty i remedia na wszystkie choroby i zobaczyć kukiełkowy teatr przedstawiający Nędzę z Bidą, co z Polski nie wynidą. Bywa, że na jarmarku odbywają się sabaty czarownic, a czasami pojawia się na nim diabeł w swojej własnej, to jest strasznej postaci.
Drugą wersja spektaklu prezentowana jest w pomieszczeniach zamkniętych - to znaczy w Teatrze Zależnym Politechniki Krakowskiej.
Fot. KZ
Czarownice:
![]() |
![]() ![]() |
![]() |
||
| Beata Kolak Fot.: MP | Olga Przeklasa fot. MP | |||
|
POKUŚNICY |
![]() ![]() |
|
||
| Karol Zapała Fot.:MP | Robert Żurek Fot.:MP | Projekt ulotki: Ewa Natkaniec | ||
Ewa Ryks - akordeon, Dominik Klimczak - perkusja, Józef Michalik / Leszek Wydrzyński- kontrabas, Janusz Witka / Krzysztof Klima - klarnet, saksofon sopranowy) i Studio Teatru Mumerus
Współpraca produkcyjna: Kinga Piechnik, Maria Śmiłek, Michał Rdzanek, Kostiumy i prace krawieckie : Beata Bobek i Elżbieta Rokita - PIN art, Mechanizacja lalek i prace modelatorskie: Jerzy Szczepański, Wykonanie lalek: Magdalena Siejko Wykonanie rekwizytów: Krystyna Grzegocka Prace stolarskie: Zbigniew Kluska - Stolarstwo Usługowe Lantryk,Wykonanie maski diabła Katarzyna Jędrzejczyk, Rysunek na plakacie: Jan Polewka Projekt ulotki: Ewa Natkaniec Transport: Firma Bińczycki Mieczysław Transport Osobowo-Bagażowy
|
|
![]() |
![]() |
|
||
| Fot. MP | Fot.: IP | ot. SP | ot. MP | ||
| Projekt zrealizowano przy wsparciu finansowym |
|
|
| Partnerzy: | ||
|
|
![]() |
|
|
|
|
Artur Wroński i Restauracja Chimera w Krakowie
|
Serdeczne podziękowania za bezinteresowną pomoc przy realizacji projektu zechcą przyjąć Panie i Panowie Małgorzata Dąbrowa - Kostka, Magdalena Kasperska i Dominika Osiak z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego, Bożena Bieńkowska, Antoni Bartosz, Joanna Grabeus i Józef Lenartek z Muzeum Etnograficznego w Krakowie, Danuta Zajda z Teatru Zależnego, Grażyna Nowak z Tarnowskiego Teatru Podziękowanie dla Tarnowskiego Teatru im. Ludwika Solskiego w Tarnowie za nieodpłatne wypożyczenie rekwizytu - beczki.
|
||||||
|
|
Autorzy zdjęć umieszczonych na stronie:Ilja van de Pavert (IP), Sobiesław Pawlikowski (SP),Kinga Piechnik, (KP) Marcin Popczyński (MP), Krzysztof Zembrzuski - Muzeum Etnograficzne Kraków (KZ) |
|
|
|
|
Jakiesi to pałuby były niecnotliwe: Nędza z Bidą, ledwie nas ostawiły żywe. Bieda niesie smaciska, Nędza w koszu dzieci. Diabał był potym w Polszcze, niech do piekła leci. |
|
|
A czy są jakie remedia na ludzi złym urokiem przez czarownicę zadanym oczarowanych? |
Są! Kto by tedy oczarowanych ludzi chciał ratować, naprzód wziąć od takiego pacjenta własnej uryny albo moczu garniec niemały, do którego ułożyć garść dobrą ziela nazwanego durant i psiego sadła łutów 4, niedźwiedziego łutów 8, zmieszać to dobrze i w szklanicy dobrze zawiązać, niech tak całe dwa miesiące na słońcu stoi i będzie z tego jakoby balsam zielony, który potem – przystawiwszy do ognia i dobrze zwarzywszy - we wszystkie otwory oczarowanego wlewać należy.
|
![]() |
Gdzież się one czasy podziały, Kiedy kiełbasy po świecie latały?
|
|
UWAGA - obraz ten ukazuje się jedynie tym, co mają czyste serca i uczynki. Kto by grzeszył myślą, powonieniem, smakiem i dotykiem – ten jeno biały placek ujrzy!
|
|
| Nędza z Bidą z Polski idą... |
... ale z Polski nie wynidą
|
|
Dziwne jakieś lata, Alboć koniec świata, Albo już bieg słońca ustanie do końca. |
|
|
Zdjęcie zrobione w Albanii w 2008 r. - lalka wisi na drzewie przed domem. Zresztą Albańczycy wszędzie wieszają takie lalki. (WH) |
Lalka, albo kukiełka, co myli zmory. Ma tę moc iżby kto ją nade drzwiami do domu powiesił, tedy żadna zmora, ani nocznica, ani dusiołek w ciało domownika nie wejdzie. Albowiem zmora, jako zmylona w lalkę wejdzie, a nie w człowieka! |
|
|
|
|
fot. KZ
«Wskrzeszanie tradycji wydaje się nie na miejscu we współczesnym polskim teatrze. Obowiązującym zwrotem jest raczej "przed siebie", niż "wstecz". Trudno sobie zresztą wyobrazić, jak takie wskrzeszanie teatralnej przeszłości miałoby wyglądać i jaki by miało mieć cel. Odwagę, by spojrzeć za siebie i wykorzystać to twórczo miał krakowski Teatr Mumerus.
Wakacyjna propozycja Mumerusa to plenerowe przedstawienie próbujące oddać atmosferę i specyfikę średniowiecznego jarmarku. Gdy zbiera się publiczność, przygotowują się muzycy i niepostrzeżenie zaczynają przychodzić wykonawcy widowiska. Kobieta sprzedająca święte obrazki, świątobliwa mniszka, rozkrzyczany zakonnik - tożsamości bohaterów są płynne, postaci rozbudowywane w trakcie widowiska. W kogoś wstępuje diabeł, ktoś inny nagle zaczyna prezentację kukiełkowego przedstawienia pod chwytliwym tytułem "Nędza z Bidą z Polski idą", sprzedaje się zioła o niespotykanej, potężnej mocy czy tajemnicze księgi.
Spektakl rozgrywany jest na dziedzińcu Muzeum Etnograficznego. Kilka podestów, beczka, drewniany wóz i drabina, pomiędzy którymi - i na których - grają aktorzy, wystarcza za scenografię. Publiczność, upomniana na samym początku, nie może siedzieć podczas jarmarku - stoi więc w rożnych miejscach placu i przemieszcza się z miejsca w miejsce, wedle upodobania. Wykonawcy, krążący między widzami, traktują ich jak uczestników jarmarku, ciekawską gawiedź, świadków egzorcyzmów, potencjalnych kupców świętego obrazka, współuczestników szarlatańskich pokazów. Widownia nie jest obojętna, ale ma udział w kształcie spektaklu. Nie jest to jednak spektakl improwizowany. Ma swój scenariusz i strukturę, której wykonawcy się trzymają i której publiczność zmienić nie może. Chodzi raczej o pewną energię, dzielenie się radością "jarmarcznego" spotkania.
Właśnie spotkanie, godzina wspólnie spędzonego czasu w przestrzeni wspominanej, historycznej, odtwarzanej, wydają się stanowić meritum przedstawienia i powód, dla którego powstało. Spektakl Mumerusa nie chce przekazywać jakichś istotnych treści, nie stara się też być widowiskiem historycznym, odtwarzać w detalach średniowiecznej rzeczywistości. Widzowi wystarczyć musi skrót, kilka mniej lub bardziej czytelnych odniesień (wykorzystane dawne teksty polskie, zarysowane sytuacje), by zarejestrował, jaka to epoka, jacy ludzie. Reszta widowiska to kolekcja etiud na różne tematy, łączonych powtarzającymi się piosenkami i smętnym (w charakterze, nie w wykonaniu), procesyjnym marszem między widzami.
Spektakl sprawia wrażenie składanki różnorodnych elementów, których spoiwem jest jarmarczna przestrzeń i estetyka. Aktorzy korzystają z szerokiego gestu, ekspresji ciała, wyrazistych kostiumów. Niewiele zostaje tu miejsca na wygrywanie detali. Szorstki, charakterystycznie "pogrubiony" dla przedstawień plenerowych gest, wyrazisty ruch, głośne przemowy czy dialogi przypominające bardziej przekrzykiwanie się to główne - jeśli nie jedyne - środki wyrazu. Przedstawienie jednak, choć rozgrywane na stosunkowo niewielkiej przestrzeni, nie jest przytłaczające. Uczestnictwo w nim jest bezbolesne. A krakowski widz, przyzwyczajony do bezpiecznego fotela i zaciemnionej sali, ma możliwość wzięcia udziału w widowisku o nieco innym charakterze. Aktorzy ocierający się o grzbiet i krzyczący prosto w twarz, dziwaczny korowód średniowiecznych łachmaniarzy czy wreszcie trudny do zdefiniowania gatunek teatralny - wszystko to w pigułce na dziedzińcu Muzeum Etnograficznego.»
15 września w Krakowie na dziedzińcu Muzeum Etnograficznego mieszczącego się przy ul. Krakowskiej 46 po raz szósty zarejestrowano przybycie czarodzieja, który owych kilka metrów kwadratowych, wraz ze znajdującymi się tam gośćmi, przeniósł o 400 lat wstecz.
Nagle, między nieco zdezorientowanymi obywatelami rodem z XXI w. zaczęli
pojawiać się pątnicy, kuglarze i kupcy namawiający do nabywania ich towarów.
"Chodźcie, chodźcie, chodźcie! Chodźcie!
Chodźcie! Bliżej chodźcie do mnie! Towary moje w części do nabożeństwa, w
części do ozdób służą. Jako to: szkaplerze, różańce, medaliki, obrazki
święte, a takoż tasiemki, wstążeczki, a dla niewiast korale. W koszyczku tym
znajdują się lekarstwa. Jako to: nasienie cyforowe od robaków, kwas
siarczany od wysypek, kamfora, którą należy w wódce rozpuścić... pomocna
jest na suche bóle, stłuczenia, puchliny wszelakie, aaa... także siarka i
magnezy trawiące kwasy w żołądku. W skrzyneczce tej znajduje się diabeł
mały, na powrót schwytany. Jeśli kto tę skrzyneczkę kupi (tysiąc dukatów u
mnie) i diabła wypuści, temu wiecznie służyć będzie, wdzięczny za
uwolnienie.(...)"
Ledwie ów nieznajomy skończył, zaraz za plecami dało się słyszeć niemal
rozkazujące nawoływanie jednej z kobiet:
"Agnuski ludziska, agnuski! eee! Chodźcie
tutaj! Extra ordynaryjnej mocy agnuski! Czyli boże baranki. Odlane z
niedopalonego paschału papieskiego, a poświęcone siedem razy przez siedmiu
ojców świętych. Każdy z nich poświęcił je siedem razy co siódmy rok swego
pasterzowania na ziemi. Wtedy ów, poświęcony siedem razy siedem wtedy ile?
49 razy mocniejszy od agnuska pospolitego. (...) Ogień, ogień gaszą lepiej
niż sól św. Agaty. Pamiętacie ludziska agnuski!"
Ktoś poczytne księgi promuje, kto inny proszek przeciw kostusze... aktorzy
wołają na przedstawienie teatrzyku kukiełkowego; oto: "Nędza z Bidą z Polski
idą". Pełno gwaru, tłumy kupujących, oglądających, aż tu nagle... aż tu
nagle słychać głos opętanej kobiety. Mnich nawołuje obecnych do modlitwy nad
nią i złego ducha wypędza. Rozlegają się jarmarczne śpiewy i tańce,
wszystkiemu towarzyszy XVII-wieczna muzyka.
"Gdzie się tamte czasy podziały
Kiedy kiełbasy po świecie latały."
Jeszcze jakaś żebraczka, jeszcze jakiś oszust próbuje wyłudzić pieniądze...
gdzieś zniknęła kobieta w kapeluszu z płonącymi świecami... milkną śpiewy i
muzyka... Wybiła godzina i czar prysł niczym w baśni o Kopciuszku. Znów
powróciliśmy do współczesności.
(...)"Jarmark
cudów" powstał w nawiązaniu do staropolskich form teatralnych opierających
się na bezpośrednim kontakcie z publicznością. Spektakle owe odbywały się na
dziedzińcach, umożliwiając aktorom wmieszanie się pomiędzy widzów. Użyte
teksty jak: "Peregrynacja dziadowska", czy "Nędza z Bidą z Polski idą"
pochodzą z literatury XVII-wiecznej. Pozostałe (zaklęcia i remedia na demony
napisane piórem reżysera) powstały w oparciu o źródła etnograficzne.
- Mam takie zamiłowanie do grzebania w 'starociach' - mówi dalej reżyser. -
Czuję, że to jest takie współczesne. Niewiele się od tamtych czasów
zmieniło. Szczególnie plebejscy pisarze: zwykli ludzie wiedzieli bardzo
wiele o innych i stworzyli teksty, które pozostały aktualne do dzisiaj. Nie
mam wrażenia, że to jest jakieś archaiczne. Bardzo nie lubię
uwspółcześniania klasyki. Jest to robienie z ludzi idiotów."
(...)Nic jednak nie stanie na przeszkodzie czarodziejowi, przybyłemu z dawnych wieków, by oczarować publiczność i przenieść ją ponownie w świat jakże bliski jego sercu. By kolejny raz pokolenie internetu postawić na jarmarcznym placu i pozwolić im poznać ludzi tak niewiele różniących się od nich, choć pochodzących z 'zamierzchłych czasów'. (...)
Dominika Putyra

Fot. MP
© 2008 mumerus
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone.