ZMORA
Na podstawie trzech rozdziałów "Braci Karamazow" Fiodora Dostojewskiego w przekładzie Barbary Beaupré

Fot.: Wiesław Hołdys

Fot.: Wiesław Hołdys

Fot.: Wiesław Hołdys

Fot.: Wiesław Hołdys
ZMORA
na podstawie trzech rozdziałów "Braci Karamazow" Fiodora Dostojewskiego w przekładzie Barbary Beaupré
Adaptacja, reżyseria, scenografia: Wiesław Hołdys
Aktorzy: Ryszard Łukowski, Jan Mancewicz, Mateusz Mikoś, Robert Żurek
Kostiumy: Dorota Morawetz
Sprzęty: Tadeusz Przybylski
Szmery: Michał Braszak
Konsultacja iluzjonistyczna: Bartłomiej Zdeb
Współpraca: Agnieszka Dziedzic, Maria Śmiłek
Spektakl jest oparty na fragmentach „Braci Karamazow” Dostojewskiego, wśród których najważniejszy to rozmowa z tytułową zmorą, jedna z najbardziej znanych sekwencji z literatury światowej. W specjalnie skomponowanej, małej przestrzeni Teatru Zależnego rozgrywa się historia zbrodni. Bo „Bracia Karamazow” są także powieścią kryminalną.
RZECZ DZIEJE SIĘ WIECZOREM I W NOC POPRZEDZAJĄCĄ ROZPRAWĘ SĄDOWĄ, w której oskarżonym jest Dymitr Karamazow, a jednym ze świadków ma być jego przyrodni brat Iwan.
POSTACI:
FIODOR PAWŁOWICZ KARAMAZOW (nie będzie go na scenie, bo nie żyje) – pijak, sybaryta, lubieżnik. Człowiek sentymentalny i majętny, część majątku odziedziczył po dwóch zmarłych żonach. Zginął, zamordowany w niejasnych okolicznościach, które będzie wyjaśniał sąd podczas procesu.
DYMITR FIODOROWICZ KARAMAZOW (nie będzie go na scenie, bo siedzi w więzieniu) – syn Fiodora Pawłowicza z pierwszego małżeństwa, człowiek gwałtowny, hulaka, porucznik, nienawidzący (czasami) ojca. Oskarżony, na podstawie poszlak o morderstwo ojca, oczekuje na proces. Wybiegając w przyszłość, możemy zdradzić, że sąd uzna jego winę i skaże na 20 lat katorgi.
IWAN FIODOROWICZ KARAMAZOW (Jan Mancewicz) – syn Fiodora Karamazowa z drugiego małżeństwa, przyrodni brat Dymitra. Ateista, sceptyk, wolnomyśliciel. Autor poematu „Wielki Inkwizytor”, w którym rzeczony inkwizytor skazuje na stos Chrystusa przybyłego powtórnie na świat. Hipochondryk, znajduje się w stanie poprzedzającym zapalenie mózgu.
SMIERDIAKOW (Mateusz Mikoś) – lokaj Fiodora Pawłowicza i najprawdopodobniej jego syn, gdyż ten zgwałcił kiedyś jego matkę, niedorozwiniętą umysłowo karlicę-żebraczkę, Smierdiaszkę. Cierpi na epilepsję. W dzieciństwie wieszał koty, a potem sprawiał im uroczyste pogrzeby. Bardzo dobrze gotuje, lubi również elegancko się ubierać. Otoczony powszechną pogardą; jego domniemani bracia nazywają go „psem” (Iwan) lub wręcz „kurą” (Dymitr).
GOŚĆ (Ryszard Łukowski) – odwiedzał już przedtem kilkakrotnie Iwana, ale zawsze we śnie. Teraz przychodzi po raz kolejny. Według zegara ta wizyta trwa dwie minuty.
ALEKSY FIODOROWICZ KARAMAZOW (Robert Żurek) – młodszy syn Fiodora Karamazowa z drugiego małżeństwa, a więc brat Iwana i przyrodni Dymitra, a także domniemany brat Smierdiakowa. Człowiek głęboko wierzący. Wstąpił kiedyś do klasztoru, lecz na życzenie swojego duchowego przewodnika, mnicha Zosimy, wystąpił z niego, aby pójść w lud.
Projekt realizowany przy wsparciu finansowym Gminy Kraków oraz Województwa Małopolskiego.
Sponsor: Restauracja "Chimera"
Partner: Stowarzyszenie Teatrów Nieinstytucjonalnych STeN w Krakowie
Premiera:
21.10, godz. 12:00 – ANTEPREMIERA
22.10, godz. 19:00 – PREMIERA
Teatr Zależny, Kraków, ul. Kanonicza 1
Rozmowy z diabłem, czyli z sobą
Teatr Mumerus przemówił! Zamiast dominującej formy plastycznej, czyli tak, jak do tej pory bywało, le maitre uraczył swoich widzów Dostojewskim. Jak mówią - nie znacie dnia ani godziny. Godzina spędzona ze „Zmora" była jedna, ale niesamowicie treściwa.
Najnowsza premiera w „Mumerusie" jest niczym eksperyment ze słowem – w przeciwieństwie do „standardowych" spektakli, najważniejszą rolę odgrywa tekst – dokładnie trzy rozdziały Braci Karamazow w przekładzie Barbary Beaupré, na podstawie których reżyser opowiedział historię. Iwan Fiodorowicz Karamazow (Jan Mancewicz) oczekuje na proces swojego brata - Dymitra Fiodorowicza, oskarżonego na podstawie dochodzenia (ale bez twardych dowodów) o morderstwo ich ojca. Odczuwając być może poczucie winy z powodu złych myśli przeciwko ojcu, zamierza przyznać się do winy, aby odciążyć osadzonego w więzieniu Dymitra. Do swojej winy nie potrafi przekonać Smierdiakowa (Mateusz Mikoś) - prawdziwego zabójcy, który cynicznie igra z uczuciami Iwana.
Gdy ten czeka na dzień sądu, we śnie odwiedza go Gość (Ryszard Łukowski). W programie czytamy, że zjawiał się już kilkukrotnie, zawsze podczas snu. Ta wizyta według zegara "trwa dwie minuty". Ów gość siada naprzeciw swojego gospodarza – w trakcie rozmowy pomiędzy nimi zaczęła rysować się delikatna linia graniczna... świata jawy i snu. Postać z wolna coraz bardziej się materializuje, mało tego! Gość zaczyna opowiadać o swoich wrażeniach z bycia... w czyimś wypożyczonym ciele. "Szatanem jestem i nic, co ludzkie, nie jest mi obce" obwieszcza w końcu, ujawniając swoje prawdziwe oblicze. Z czasem Iwan staje się coraz bardziej sceptyczny wobec swojego idealistycznego pomysłu. W dodatku Smierdiakow, który wcześniej odgrażał się, że będzie świadczył przeciwko niemu podczas procesu, popełnia samobójstwo.
Gość znika przegnany przez Iwana. Znika - a może to Iwan kończy swój wewnętrzny dialog? Rozmowa z Szatanem obudziła w bohaterze egoizm - w jego gestach, tonie, można wręcz dostrzec pełzające ogniki szaleństwa i zepsucia. Nawet Aleksy Fiodorowicz (Robert Żurek), młodszy brat Iwana, ekszakonnik, z którym na scenę wkracza cały święty spokój, nie zagłusza aury mroku.
Nieczęsto możemy być świadkami teatru słowa w plastycznej wizji Wiesława Hołdysa, ale trzeba przyznać - jesteśmy wtedy świadkami ujawnienia jego wizji, które potrzebowały werbalnego ujścia. Nie potrzeba nawet muzyki – istotne są pojedyncze dźwięki, które z jednej strony uwiarygodniają miejsce akcji (trzaski, chrobotania), z drugiej wprowadzają nastrój grozy. Jeżeli zatem pojawia się słowo, musi być ono najlepszego gatunku - nie dość, że Dostojewski, o którego geniuszu wiedzą wszyscy, to jeszcze w doskonałym wydaniu, przede wszystkim Ryszarda Łukowskiego, który był tak diaboliczny, że aż przechodziły ciarki, a także pozostałych, znakomitych aktorów: Jana Mancewicza, który stworzył z każdym z bohaterów znakomitą sytuację konfliktu, Roberta Żurka i Mateusza Mikosia - postaci skrajne i charakterologicznie wykończone.
Cztery postaci – cztery strony świata, a pomiędzy nimi rozpostarta jest opowieść.
Maria Piękoś-Konopnicka
Dziennik Teatralny Kraków
ZMORA
Twórczość jednego z najbardziej wpływowych powieściopisarzy literatury rosyjskiej i światowej – Fiodora Dostojewskiego od dziesięcioleci stanowi inspirację dla artystów. Teatralnej adaptacji trzech rozdziałów „Braci Karamazow” podjął się założyciel teatru Mumerus – Wiesław Hołdys, reżyserując „Zmorę”. Wyszło intrygująco.
Sztuka miała premierę w chłodną, dżdżystą październikową niedzielę przy ulicy Kanonicznej 1 gdzie znajduje się teatr Zależny. Godzina premiery dosyć nietypowa, bo w samo południe. Miejsce wyborne! Kameralny charakter teatru bardzo dobrze kooperował z zamierzeniem reżysera na ukazaniu czym owa tytułowa „zmora” jest, a właściwie czym nie jest. Ogólnie panujący półmrok, punktowe oświetlenie sceny oraz twarzy aktorów nadawało charakter tajemniczości. Praca świateł nasuwała mi skojarzenie z terminem tenebryzm w malarstwie, który polega na sposobie kompozycji obrazu w taki sposób, że postacie na płótnie sprawiają wrażenie wydobywania się z mroku. Podobna sytuacja miała miejsce na scenie, podczas gdy „zmora” (Ryszard Łukowski) ujawniła się publiczności po pewnym czasie od rozpoczęciu spektaklu. Odniosłem wrażenie, że demon nękający we śnie Iwana Karamazow (Jan Mancewicz) zawsze czaił się gdzieś w ciemnościach umysłu czekając na sprzyjające okoliczności, by zamanifestować swoją obecność. Na uwagę zasługuję rola Smierdiakowa (Mateusz Mikoś). Aktor występował na scenie około pół godziny. Przez lwią część roli jedynie grał głosem wraz z widoczną z perspektywy publiczności gestykulującą prawą ręką. Brawa. Rolę Aleksyego Karamazow (Robert Żurek), ubranego w jasne szaty, wchodzącego bocznymi drzwiami na scenę, interpretuję jako szeroko pojętą wielowarstwową opozycję do tytułowej zmory. Aktor wygłaszając ostatnią kwestię spektaklu ewidentnie daje temu przykład.
Podsumowując, serdecznie polecam. Przede wszystkim z powodu duetu scenicznego Ryszarda Łukowskiego i Jana Mancewicza.
Kamil Klimek
Kulturatka
na podstawie trzech rozdziałów "Braci Karamazow" Fiodora Dostojewskiego w przekładzie Barbary Beaupré
Adaptacja, reżyseria, scenografia: Wiesław Hołdys
Aktorzy: Ryszard Łukowski, Jan Mancewicz, Mateusz Mikoś, Robert Żurek
Kostiumy: Dorota Morawetz
Sprzęty: Tadeusz Przybylski
Szmery: Michał Braszak
Konsultacja iluzjonistyczna: Bartłomiej Zdeb
Współpraca: Agnieszka Dziedzic, Maria Śmiłek
Spektakl jest oparty na fragmentach „Braci Karamazow” Dostojewskiego, wśród których najważniejszy to rozmowa z tytułową zmorą, jedna z najbardziej znanych sekwencji z literatury światowej. W specjalnie skomponowanej, małej przestrzeni Teatru Zależnego rozgrywa się historia zbrodni. Bo „Bracia Karamazow” są także powieścią kryminalną.
RZECZ DZIEJE SIĘ WIECZOREM I W NOC POPRZEDZAJĄCĄ ROZPRAWĘ SĄDOWĄ, w której oskarżonym jest Dymitr Karamazow, a jednym ze świadków ma być jego przyrodni brat Iwan.
POSTACI:
FIODOR PAWŁOWICZ KARAMAZOW (nie będzie go na scenie, bo nie żyje) – pijak, sybaryta, lubieżnik. Człowiek sentymentalny i majętny, część majątku odziedziczył po dwóch zmarłych żonach. Zginął, zamordowany w niejasnych okolicznościach, które będzie wyjaśniał sąd podczas procesu.
DYMITR FIODOROWICZ KARAMAZOW (nie będzie go na scenie, bo siedzi w więzieniu) – syn Fiodora Pawłowicza z pierwszego małżeństwa, człowiek gwałtowny, hulaka, porucznik, nienawidzący (czasami) ojca. Oskarżony, na podstawie poszlak o morderstwo ojca, oczekuje na proces. Wybiegając w przyszłość, możemy zdradzić, że sąd uzna jego winę i skaże na 20 lat katorgi.
IWAN FIODOROWICZ KARAMAZOW (Jan Mancewicz) – syn Fiodora Karamazowa z drugiego małżeństwa, przyrodni brat Dymitra. Ateista, sceptyk, wolnomyśliciel. Autor poematu „Wielki Inkwizytor”, w którym rzeczony inkwizytor skazuje na stos Chrystusa przybyłego powtórnie na świat. Hipochondryk, znajduje się w stanie poprzedzającym zapalenie mózgu.
SMIERDIAKOW (Mateusz Mikoś) – lokaj Fiodora Pawłowicza i najprawdopodobniej jego syn, gdyż ten zgwałcił kiedyś jego matkę, niedorozwiniętą umysłowo karlicę-żebraczkę, Smierdiaszkę. Cierpi na epilepsję. W dzieciństwie wieszał koty, a potem sprawiał im uroczyste pogrzeby. Bardzo dobrze gotuje, lubi również elegancko się ubierać. Otoczony powszechną pogardą; jego domniemani bracia nazywają go „psem” (Iwan) lub wręcz „kurą” (Dymitr).
GOŚĆ (Ryszard Łukowski) – odwiedzał już przedtem kilkakrotnie Iwana, ale zawsze we śnie. Teraz przychodzi po raz kolejny. Według zegara ta wizyta trwa dwie minuty.
ALEKSY FIODOROWICZ KARAMAZOW (Robert Żurek) – młodszy syn Fiodora Karamazowa z drugiego małżeństwa, a więc brat Iwana i przyrodni Dymitra, a także domniemany brat Smierdiakowa. Człowiek głęboko wierzący. Wstąpił kiedyś do klasztoru, lecz na życzenie swojego duchowego przewodnika, mnicha Zosimy, wystąpił z niego, aby pójść w lud.
Projekt realizowany przy wsparciu finansowym Gminy Kraków oraz Województwa Małopolskiego.
Sponsor: Restauracja "Chimera"
Partner: Stowarzyszenie Teatrów Nieinstytucjonalnych STeN w Krakowie
Premiera:
21.10, godz. 12:00 – ANTEPREMIERA
22.10, godz. 19:00 – PREMIERA
Teatr Zależny, Kraków, ul. Kanonicza 1
Teatr Mumerus przemówił! Zamiast dominującej formy plastycznej, czyli tak, jak do tej pory bywało, le maitre uraczył swoich widzów Dostojewskim. Jak mówią - nie znacie dnia ani godziny. Godzina spędzona ze „Zmora" była jedna, ale niesamowicie treściwa.
Najnowsza premiera w „Mumerusie" jest niczym eksperyment ze słowem – w przeciwieństwie do „standardowych" spektakli, najważniejszą rolę odgrywa tekst – dokładnie trzy rozdziały Braci Karamazow w przekładzie Barbary Beaupré, na podstawie których reżyser opowiedział historię. Iwan Fiodorowicz Karamazow (Jan Mancewicz) oczekuje na proces swojego brata - Dymitra Fiodorowicza, oskarżonego na podstawie dochodzenia (ale bez twardych dowodów) o morderstwo ich ojca. Odczuwając być może poczucie winy z powodu złych myśli przeciwko ojcu, zamierza przyznać się do winy, aby odciążyć osadzonego w więzieniu Dymitra. Do swojej winy nie potrafi przekonać Smierdiakowa (Mateusz Mikoś) - prawdziwego zabójcy, który cynicznie igra z uczuciami Iwana.
Gdy ten czeka na dzień sądu, we śnie odwiedza go Gość (Ryszard Łukowski). W programie czytamy, że zjawiał się już kilkukrotnie, zawsze podczas snu. Ta wizyta według zegara "trwa dwie minuty". Ów gość siada naprzeciw swojego gospodarza – w trakcie rozmowy pomiędzy nimi zaczęła rysować się delikatna linia graniczna... świata jawy i snu. Postać z wolna coraz bardziej się materializuje, mało tego! Gość zaczyna opowiadać o swoich wrażeniach z bycia... w czyimś wypożyczonym ciele. "Szatanem jestem i nic, co ludzkie, nie jest mi obce" obwieszcza w końcu, ujawniając swoje prawdziwe oblicze. Z czasem Iwan staje się coraz bardziej sceptyczny wobec swojego idealistycznego pomysłu. W dodatku Smierdiakow, który wcześniej odgrażał się, że będzie świadczył przeciwko niemu podczas procesu, popełnia samobójstwo.
Gość znika przegnany przez Iwana. Znika - a może to Iwan kończy swój wewnętrzny dialog? Rozmowa z Szatanem obudziła w bohaterze egoizm - w jego gestach, tonie, można wręcz dostrzec pełzające ogniki szaleństwa i zepsucia. Nawet Aleksy Fiodorowicz (Robert Żurek), młodszy brat Iwana, ekszakonnik, z którym na scenę wkracza cały święty spokój, nie zagłusza aury mroku.
Nieczęsto możemy być świadkami teatru słowa w plastycznej wizji Wiesława Hołdysa, ale trzeba przyznać - jesteśmy wtedy świadkami ujawnienia jego wizji, które potrzebowały werbalnego ujścia. Nie potrzeba nawet muzyki – istotne są pojedyncze dźwięki, które z jednej strony uwiarygodniają miejsce akcji (trzaski, chrobotania), z drugiej wprowadzają nastrój grozy. Jeżeli zatem pojawia się słowo, musi być ono najlepszego gatunku - nie dość, że Dostojewski, o którego geniuszu wiedzą wszyscy, to jeszcze w doskonałym wydaniu, przede wszystkim Ryszarda Łukowskiego, który był tak diaboliczny, że aż przechodziły ciarki, a także pozostałych, znakomitych aktorów: Jana Mancewicza, który stworzył z każdym z bohaterów znakomitą sytuację konfliktu, Roberta Żurka i Mateusza Mikosia - postaci skrajne i charakterologicznie wykończone.
Cztery postaci – cztery strony świata, a pomiędzy nimi rozpostarta jest opowieść.
Maria Piękoś-Konopnicka
Dziennik Teatralny Kraków
Twórczość jednego z najbardziej wpływowych powieściopisarzy literatury rosyjskiej i światowej – Fiodora Dostojewskiego od dziesięcioleci stanowi inspirację dla artystów. Teatralnej adaptacji trzech rozdziałów „Braci Karamazow” podjął się założyciel teatru Mumerus – Wiesław Hołdys, reżyserując „Zmorę”. Wyszło intrygująco.
Sztuka miała premierę w chłodną, dżdżystą październikową niedzielę przy ulicy Kanonicznej 1 gdzie znajduje się teatr Zależny. Godzina premiery dosyć nietypowa, bo w samo południe. Miejsce wyborne! Kameralny charakter teatru bardzo dobrze kooperował z zamierzeniem reżysera na ukazaniu czym owa tytułowa „zmora” jest, a właściwie czym nie jest. Ogólnie panujący półmrok, punktowe oświetlenie sceny oraz twarzy aktorów nadawało charakter tajemniczości. Praca świateł nasuwała mi skojarzenie z terminem tenebryzm w malarstwie, który polega na sposobie kompozycji obrazu w taki sposób, że postacie na płótnie sprawiają wrażenie wydobywania się z mroku. Podobna sytuacja miała miejsce na scenie, podczas gdy „zmora” (Ryszard Łukowski) ujawniła się publiczności po pewnym czasie od rozpoczęciu spektaklu. Odniosłem wrażenie, że demon nękający we śnie Iwana Karamazow (Jan Mancewicz) zawsze czaił się gdzieś w ciemnościach umysłu czekając na sprzyjające okoliczności, by zamanifestować swoją obecność. Na uwagę zasługuję rola Smierdiakowa (Mateusz Mikoś). Aktor występował na scenie około pół godziny. Przez lwią część roli jedynie grał głosem wraz z widoczną z perspektywy publiczności gestykulującą prawą ręką. Brawa. Rolę Aleksyego Karamazow (Robert Żurek), ubranego w jasne szaty, wchodzącego bocznymi drzwiami na scenę, interpretuję jako szeroko pojętą wielowarstwową opozycję do tytułowej zmory. Aktor wygłaszając ostatnią kwestię spektaklu ewidentnie daje temu przykład.
Podsumowując, serdecznie polecam. Przede wszystkim z powodu duetu scenicznego Ryszarda Łukowskiego i Jana Mancewicza.
Kamil Klimek
Kulturatka


Ryszard Łukowski
Fot.:Jacek Maria Stokłosa

Fot.:Jacek Maria Stokłosa

Fot.:Jacek Maria Stokłosa

Fot.:Jacek Maria Stokłosa

Fot.:Jacek Maria Stokłosa













