TWARZ NAPOLEONA

Tekst: Monika Milewska
Reżyseria i przestrzeń: Wiesław Hołdys
Jest 17 czerwca 1835 roku, a Francja przygotowuje się do hucznego świętowania 20-ej rocznicy zwycięskiej bitwy pod Waterloo, a tym samym 20 lat pokoju pod rządami Cesarza Francuzów. Przyjemne, ciepłe promienie słoneczne ogrzewają Paryż. Miasto, dla którego czas ekspozycji wynosi od trzech do trzydziestu minut według pana Daguerre, twórcy metody fotograficznej zwanej od jego nazwiska dagerotypią.
W przeddzień święta ku czci Napoleona Francję zalewają jego podobizny - od wizerunków na flakonikach perfum i łyżeczkach aż po sprzączki do damskich pończoch. Napoleonomania trwa w najlepsze, więc każdy może mieć twarz Napoleona na swój własny użytek. Ale czy sam Napoleon czuje się jeszcze właścicielem swojego wizerunku?
Kiedy Francja szykuje się na wielkie uroczystości, Napoleon Bonaparte przygotowuje się do stoczenia jednej z trudniejszych batalii. Batalii z aparatem fotograficznym Daguerre’a i śmiertelnie nudną czynnością, czyli pozowaniem do zdjęcia. W tej bitwie musi obyć się bez żołnierzy Starej Gwardii, a za jedynego sprzymierzeńca ma dystyngowanego kamerdynera Constanta.
Postaci:
Napoleon Bonaparte - Jacek Milczanowski
Louis Constant Wairy - Jan Mancewicz
Louis Daguerre – Robert Żurek
Kostiumy: Monika Gigier
Efekty dźwiękowe: Michał Braszak
Asystent reżysera i rekwizyty: Agnieszka Dziedzic
Technika: Tadeusz Przybylski
Projekt współfinansowany ze środków Miasta Krakowa.
W informacji wykorzystano obraz Jean-Auguste-Dominique Ingresa, "Napoleon I na cesarskim tronie"
"Napoleon i chronometry..."
Jest taki film, "Vaterland" w reż. Christophera Menaula według powieści Roberta Harrisa, w którym Hitler nie przegrał wojny i mocno tknięty zębem czasu nadal rządzi Trzecią Rzeszą, która coraz bardziej popada w starczy uwiąd niczym ZSRR pod rządami sklerotycznych diadochów Stalina.
Nie wiem, na ile znała go Monika Milewska i mogła się nim inspirować przy pisaniu dramatu "Twarz Napoleona", w którym proponuje alternatywną wersję historii? Do jego wystawienia w reżyserii Wiesława Hołdysa doszło właśnie w krakowskim Teatrze Mumerus
Ważną rolę w przedstawieniu odgrywają odmierzające czas zegary. Zza jednego z nich wyłania się, niczym jego duch, Constant, wierny kamerdyner Bonapartego.
Jeszcze dwa inne pozostają w nieustannym ruchu.
Wybijają kolejne kwadransy.
Czasy: akcji i spektaklu, przedstawiany i przedstawiający nakładają się.
I najwyraźniej wlecze się on w odczuciu przebywającego na emeryturze cesarza seniora (na tym tytule odcisnął się niewątpliwie znak naszych czasów, skoro jeszcze przed rokiem mieliśmy emerytowanego papieża seniora).
Do pewnego stopnia zmęczonego sobą, swoim wizerunkiem publicznym.
Napoleon bowiem nie przegrał Waterloo i pozostał na tronie imperium rozciągającego się od Calais po Smoleńsk (sic!). Sto lat później jego republikański następca, też wojskowy, powtórzy podobne słowa w odniesieniu do Europy od Atlantyku do Władywostoku (czyli Pacyfiku).
W tej wersji, po śmierci swego ukochanego syna zwanego Orlątkiem, a więc rok wcześniej Napoleon abdykował na rzecz biologicznego potomka - Aleksandra Walewskiego (w rzeczywistości tenże będzie ministrem spraw zagranicznych, a następnie kultury, ale za rządów bratanka bohatera czyli Napoleona III).
Z tego powodu są to czasy polskiej ekspansji na Paryż, między innymi w osobie Fryderyka Chopina, którego utworów wszakże nie usłyszymy.
Tym razem w ogóle nie pojawia się muzyka, a cały ciężar spektaklu spoczywa na ramionach trójki aktorów, ponieważ rzecz toczy się pomiędzy Napoleonem (Jacek Milczanowski), wspomnianym Constantem (Jan Mancewicz) i panem Daguerre (Robert Żurek), który po malarzu Davidzie przejąć ma uwiecznianie jego oficjalnych podobizn, tyle że za sprawą swego mechanicznego wynalazku (skądinąd zachował się dagerotyp wspomnianego Chopina).
Napoleon dbał bowiem o swój wizerunek, starając się sprawować kontrolę nad tym jak zostanie zapamiętany przez potomnych.
Teraz musi zmierzyć się z tego konsekwencjami, ponieważ tenże oderwał się od jego osoby i wiedzie własną egzystencję.
Nie jest już bowiem sobą, żywym człowiekiem, lecz postacią historyczną.
Nie należy do siebie, lecz opinii publicznej, osaczony kopiami swych konterfektów, multiplikowanych w celach komercyjnych.
Najwyższa pora zatem, by umrzeć...
Mamy więc do czynienia z teatrem aktorskim. I to nie performatywnym, lecz tradycyjnie pojmowanym. Z ciągłością bycia w roli oraz dramaturgii opartej na grze z partnerem.
Tyle że brakuje postaci w miarę równorzędnej (na przykład przywoływanego skądinąd Talleyranda, wręcz stworzonego do tego rodzaju konfrontacji).
Z oczywistych względów nie może nią być wierny sługa. Nie staje się taką Daguerre, który za sprawą swego wynalazku mógłby okazać się rozgrywającym w przydzielaniu nieśmiertelności. Wkracza wszakże do akcji zbyt późno, a i dramaturżka nie wyposażyła go w odpowiednie ku temu cechy. Poza tym nie mam pewności, czy osobowość aktora byłaby w stanie przeciwstawić się indywidualności Jacka Milczanowskiego w roli Napoleona, wskutek czego przedstawienie staje się do pewnego stopnia monodramem, teatrem jednego aktora, którego wspomagają dyskretne, nie rzucające się w oczy, ale za to wyszukane zmiany oświetlenia.
Może jednak musi tak być, skoro grana przezeń postać jest na tyle przytłaczająca, że wciąż budzi żywe spory nie tylko wśród historyków?
Lesław Czapliński
Portal maestro.net
A tymczasem w Krakowie...co by było gdyby - znacie to? Nawet jeśli znacie to posłuchajcie - co by było gdyby Napoleon Bonaparte wygrał w 1815 roku bitwę pod Waterloo? To pytanie stawia sobie i snuje opowieść Monika Milewska w sztuce "Twarz Napoleona" a wyreżyserowanej przez niezawodnego w takich kameralnych, acz gęstych od emocji realizacjach Wiesława Hołdysa. Oto bowiem minęło 20 lat od wiktorii pod Waterloo, jest rok 1835 i Francja szykuje się do uroczystych obchodów! Francja sięgająca po Smoleńsk z całą niemalże Europą u stóp. Bonaparte (świetny Jacek Milczanowski), zgorzkniały i znudzony imperator też czyni przygotowania do tych wydarzeń a pomaga mu w tym wierny towarzysz broni, kamerdyner Constant (Jan Mancewicz genialny swoim fizis i vis comica). Mamy tu cały rytuał przygotowań, rytuał wymiany zdań, zapewne rytuał powtarzający się co dnia, Napoleon chciałby zapewne już usunąć się w cień - ma przecież znakomitego następcę tronu Aleksandra I, syna ze związku z poślubioną Marią Walewską i już tylko zegary odmierzają czas i biją kwadranse życia Bonapartego i nasze! I oto pojawia się przed Napoleonem Louis Jacques Daguerre (Robert Żurek), który z Niépce’m, wynalazcą heliografii, udoskonalił metodę rejestrowania obrazów na płytkach pokrywanych jodkiem srebra. Marzeniem Daguerre jest utrwalenie podobizny Napoleona Bonapartego - czy to się uda, jak przebiegnie proces tworzenia dagerotypu? Nie dowiecie się Państwo tego, jeżeli nie zawitacie w gościnne progi Teatr Mumerus, spektakl gorąco polecam - szybki, zwarty, z poczuciem humoru i suspensem!
Andrzej Czapliński, Facebook z 23.01.2024
Przewrotny, zwarty, kompaktowy spektakl Teatr Mumerus. „Twarz Napoleona”, autorstwa Moniki Milewskiej w reż. Wiesław Hołdys. Udało się dotrzeć na ul. Kanoniczą i wejść w alternatywną wersję zdarzeń o ostatnich dniach imperatora.
Napoleon jest zgorzkniałym niespełnionym i osamotnionym cesarzem – seniorem. Paryż przygotowuje się do hucznego świętowania 20-ej rocznicy zwycięskiej bitwy pod Waterloo, a tym samym 20 lat pokoju pod rządami Cesarza Francuzów. Jego twarz jest na dekoracjach, gadżetach, puzderkach i lusterkach, a nawet na damskich pończochach. On sam nie odnajduje siebie w tych podobieństwach, a rozmowa o słynnych portretach Cesarza malowanych pędzlem największych malarzy tego czasu to wykład o prawdzie i kłamstwie w sztuce.
Cudownie zblazowany Napoleon Bonaparte, w wykonaniu Jaceka Milczanowskiego. Znudzony rozmową, czekaniem, sceptyczny wobec pomysłów koncertowego jakiegoś tam Polaka- Chopina, narcystyczny i hipochondryczny zarazem. Pojawiająca się niespodziewanie obietnica rozrywki sprawia, że daje się namówić na eksperyment Louisa Daguere, który przybywa, by uwiecznić cesarza na fotografii. Koniec zaskakujący. Doskonała scena naświetlania modela, trwa kilka minut. W teatrze to cała wieczność. Towarzyszy temu naświetlaniu muzyczny popis zegarowego tykania, przyspieszenia, zwalniania, miarowego czekania, wreszcie zastygnięcia, zatrzymania w czasie. Kapitalny moment. Na uwagę zasługuje także doskonała gra Jana Mancewicza. Gra wiernego lokaja Louisa Constanta Wairy. Relacja Bonaparte – Consant jest dowcipnym studium relacji Pan – Sługa. Błyskotliwe tekst dramatu, pełen kulturowych aluzji. Czysta przyjemność je znajdywać. A gdzieś tam z tyłu sam reżyser, jest wszystkim w tym spektaklu. To ogląda, wyreżyseruje, rozdaje impulsy. Przyjemnie było tego doświadczyć.
Spektakl wspołfinansowany przez Kraków Miasto Kultury
Robert Piaskowski, Facebook
target="_blank">Robert Piaskowski,Facebook
https://www.facebook.com/robert.piaskowski.9
Lubię niewielkie teatry. Teatr Mumerus rozpoczął rok 2024 nowym spektaklem: „Twarze Napoleona” . Opowieść dotyczy jednego dnia: jest 17 czerwca 1835 roku, kiedy Francja przygotowuje się do hucznego świętowania 20-ej rocznicy zwycięskiej bitwy pod Waterloo, a tym samym 20 lat pokoju pod rządami Cesarza Francuzów.
Spektakl pokazuje cesarza - człowieka , którzy mierzy się z wyobrażeniami na swój własny temat: jego podobizna jest wszędzie: na talerzach, łyżeczkach, flakonach perfum. Człowiek, który oddziela się od siebie samego. Jest wyobrażeniem i tak sam siebie traktuje. Pyta się kamerdynera: czy zbierasz moje paznokcie, kiedyś to może być wartość przeliczana na złote napoleony. To problem ludzi, którzy uwierzyli w swoją absolutność, doskonałość. I zdaje się, że są tym znużeni. No bo przecież permanentne obcowanie z doskonałością może zmęczyć. Jest jednak jeszcze jeden wątek: czy do siebie, tego, który jest własnością innych – należy własna śmierć? On sam nie należy do siebie, lecz opinii publicznej, osaczony kopiami swoich wizerunków.. Nie jest więc tak, że człowiek odczuwający potrzebę zakończenia własnego życia, niekiedy określający tę potrzebę jako obowiązek śmierci może podjąć jakąkolwiek decyzję.
Amerykański system klasyfikacji psychiatrycznej (Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders – DSM-IV) definiuje osobowość narcystyczną jako utrwalony wzorzec poczucia własnej wielkości (widoczny w fantazjach bądź w zachowaniu), potrzeby podziwu ze strony innych. Twarze Napoleona są wszędzie, a on sam zatraca się w tym, czy wciąż jest sobą. Jest Cesarzem.
Idźcie koniecznie: Kraków ul. ul. Kanonicza 1, a zwłaszcza teraz , przed wyborami: przecież jest mowa o władzy i cesarzu. Jakieś mam skojarzenia (bo Cesarze bywają wszędzie i dwory) i nawet chciałam zadedykować …ale dam sobie spokój
Małgorzata Jantos
Facebook
https://www.facebook.com/malgorzatajantos
Co słychać? Byłyśmy wczoraj z siostrą (Ewa Stadtmuller) na premierze sztuki w teatrze Teatr Mumerus przy ul. Kanoniczej 1.
Autorka - Monika Milewska - wszechstronnie utalentowana osoba, jest wykładowcą akademickim, publikuje prace naukowe, popularnonaukowe, jest poetką, dramatopisarką, tworzy scenariusze, słuchowiska i jeszcze pisze dla dzieci to, co sama wymyśliła jako dziecko.
Jej wyjątkowe poczucie humoru, wiedza historyczna i wyobraźnia mieszają się w doskonały koktajl musujący niczym noworoczny wytrawny szampan.
"Twarz Napoleona" to sztuka oparta głównie na dialogu. Bohaterem jest Napoleon Bonaparte, ale w wersji alternatywnej. Tym, co są na bakier z historią polecam szybką powtórkę z czasów napoleońskich, żeby nie dali się zapędzić w kozi róg przez autorkę i nie przyjęli na wiarę zwycięstwa małego kaprala pod Waterloo (choć niektórzy historycy twierdzą, że niewiele brakowało).
Na scenie centralną postacią jest cesarz, ale cóż znaczyłby bez swego wiernego sługi. Constant stanowi kontrapunkt dla egocentrycznego, lecz nieco już znudzonego popularnością władcy. Doskonały w roli wiernego lokaja - Jan Mancewicz jest komiczny nie tylko w dialogach. Sposób przedstawienia postaci i charakteryzacja czynią z niego równorzędnego partnera dla sugestywnie zagranego Napoleona (Jacek Milczanowski). Reżyser - Wiesław Hołdys świetnie odczytuje intencje autorki, choć realizuje własną wizję tekstu. To już kolejny jego spektakl zrealizowany z powodzeniem na podstawie twórczości Moniki Milewskiej.
Minimalistyczna scenografia i pomysłowe kostiumy są kolejnym atutem przedstawienia (zwłaszcza strój Constant’a pełen kieszeni większych i mniejszych w których mieszczą się wszystkie potrzebne, podręczne przedmioty - pomysł Agnieszki Dziedzic).
Ale nie powinniśmy wkładać tej sztuki do szufladki z napisem „komedia”. Pomiędzy błyskotliwymi i zabawnymi dialogami przewijają się rozważania całkiem poważne, dotyczące samopoznania, prawa do prywatności i decydowania o własnej śmierci. Trzecią postacią, która pojawia się na scenie jest Louis Daguerre – w tej roli Robert Żurek. W rzeczywistości to spotkanie nie mogło się wydarzyć, ale od czego jest wyobraźnia. Twórca metody zapisywania rzeczywistości na metalowej płytce za pomocą światła i procesów chemicznych chce spełnić swoje marzenie o utrwaleniu twarzy Napoleona. To moment zwrotny w akcji, który powoduje, że sztuka staje się w zasadzie kryminałem. Ale nie zdradzę zakończenia, bo tego dowiecie się przychodząc na Kanoniczą 1 do teatru Mumerus. Warto!
Marta Kot Na książki
Facebook z 23.01.2024
Z wielką przyjemnością po dłuższej przerwie wróciłam na ulicę Kanoniczą, do Teatru Mumerus. Komuś takiemu jak ja, czyli dyplomowanej romanistce, historia Napoleona Bonaparte jest szczególnie bliska - niejedne wszak zajęcia z historii Francji związane były z postacią wielkiego imperatora. A Teatr Mumerus akurat od jakiegoś czasu ma w swoim repertuarze spektakl "Twarz Napoleona", na podstawie tekstu Moniki Milewskiej. To niezwykle oryginalny scenariusz. Autorka przedstawia losy cesarza nie do końca zgodnie z faktami i nie do końca na poważnie, bawiąc się historią, którą dodatkowo uatrakcyjnia polskim motywem związanym z inną sławną postacią, Fryderykiem Szopenem. Dzięki zastosowaniu „clin d’oeil” do widza, otwiera wrota wyobraźni. I oto siedzi przed nami „emerytowany” wódz, który oddał już tron i władzę synowi, władca znużony życiem i podbojami, którego zasadniczym dylematem jest to, jak zapamiętają go potomni. Bo przecież twarz cesarza jest niemalże wszędzie - jego podobizna zdobi monety, flakony perfum, łyżeczki do cukru, a nawet… sprzączki do damskich pończoch. A skoro każdy może zostać właścicielem podobizny Napoleona, to czy on sam ma jeszcze prawo do swojego wizerunku? Postanawia więc skorzystać z propozycji szalonego, psychopatycznego fotografa Louisa Daguerre’a i zapozować do pierwszego na świecie portretu fotograficznego. W przygotowaniach tych pomaga mu wierny sługa i powiernik, niejaki Constant.
Spektakl ogląda się świetnie, a sensacyjno-kryminalny wątek ze szczyptą humoru dodaje akcji atrakcyjności.
Znakomite kreacje aktorskie stworzyło trio wykonawców, wśród których prym wiedzie (jak na cesarza przystało) Jacek Milczanowski w roli Bonapartego, a z wielką klasą towarzyszą mu Jan Mancewicz jako Constant oraz Robert Żurek w roli fotografa Daguerre’a. Całość zręcznie i atrakcyjnie wyreżyserował Wiesław Hołdys, a niebanalne, zgodne z epoką kostiumy wyczarowała Monika Gigier.
Polecam Wam serdecznie spektakl „Twarz Napoleona” w Teatrze Mumerus w Krakowie.
Ana Gran, Facebook, 19.05.2025
Reżyseria i przestrzeń: Wiesław Hołdys
Jest 17 czerwca 1835 roku, a Francja przygotowuje się do hucznego świętowania 20-ej rocznicy zwycięskiej bitwy pod Waterloo, a tym samym 20 lat pokoju pod rządami Cesarza Francuzów. Przyjemne, ciepłe promienie słoneczne ogrzewają Paryż. Miasto, dla którego czas ekspozycji wynosi od trzech do trzydziestu minut według pana Daguerre, twórcy metody fotograficznej zwanej od jego nazwiska dagerotypią.
W przeddzień święta ku czci Napoleona Francję zalewają jego podobizny - od wizerunków na flakonikach perfum i łyżeczkach aż po sprzączki do damskich pończoch. Napoleonomania trwa w najlepsze, więc każdy może mieć twarz Napoleona na swój własny użytek. Ale czy sam Napoleon czuje się jeszcze właścicielem swojego wizerunku?
Kiedy Francja szykuje się na wielkie uroczystości, Napoleon Bonaparte przygotowuje się do stoczenia jednej z trudniejszych batalii. Batalii z aparatem fotograficznym Daguerre’a i śmiertelnie nudną czynnością, czyli pozowaniem do zdjęcia. W tej bitwie musi obyć się bez żołnierzy Starej Gwardii, a za jedynego sprzymierzeńca ma dystyngowanego kamerdynera Constanta.
Postaci:
Napoleon Bonaparte - Jacek Milczanowski
Louis Constant Wairy - Jan Mancewicz
Louis Daguerre – Robert Żurek
Kostiumy: Monika Gigier
Efekty dźwiękowe: Michał Braszak
Asystent reżysera i rekwizyty: Agnieszka Dziedzic
Technika: Tadeusz Przybylski
Projekt współfinansowany ze środków Miasta Krakowa.
W informacji wykorzystano obraz Jean-Auguste-Dominique Ingresa, "Napoleon I na cesarskim tronie"
"Napoleon i chronometry..."
Jest taki film, "Vaterland" w reż. Christophera Menaula według powieści Roberta Harrisa, w którym Hitler nie przegrał wojny i mocno tknięty zębem czasu nadal rządzi Trzecią Rzeszą, która coraz bardziej popada w starczy uwiąd niczym ZSRR pod rządami sklerotycznych diadochów Stalina.
Nie wiem, na ile znała go Monika Milewska i mogła się nim inspirować przy pisaniu dramatu "Twarz Napoleona", w którym proponuje alternatywną wersję historii? Do jego wystawienia w reżyserii Wiesława Hołdysa doszło właśnie w krakowskim Teatrze Mumerus
Ważną rolę w przedstawieniu odgrywają odmierzające czas zegary. Zza jednego z nich wyłania się, niczym jego duch, Constant, wierny kamerdyner Bonapartego.
Jeszcze dwa inne pozostają w nieustannym ruchu.
Wybijają kolejne kwadransy.
Czasy: akcji i spektaklu, przedstawiany i przedstawiający nakładają się.
I najwyraźniej wlecze się on w odczuciu przebywającego na emeryturze cesarza seniora (na tym tytule odcisnął się niewątpliwie znak naszych czasów, skoro jeszcze przed rokiem mieliśmy emerytowanego papieża seniora).
Do pewnego stopnia zmęczonego sobą, swoim wizerunkiem publicznym.
Napoleon bowiem nie przegrał Waterloo i pozostał na tronie imperium rozciągającego się od Calais po Smoleńsk (sic!). Sto lat później jego republikański następca, też wojskowy, powtórzy podobne słowa w odniesieniu do Europy od Atlantyku do Władywostoku (czyli Pacyfiku).
W tej wersji, po śmierci swego ukochanego syna zwanego Orlątkiem, a więc rok wcześniej Napoleon abdykował na rzecz biologicznego potomka - Aleksandra Walewskiego (w rzeczywistości tenże będzie ministrem spraw zagranicznych, a następnie kultury, ale za rządów bratanka bohatera czyli Napoleona III).
Z tego powodu są to czasy polskiej ekspansji na Paryż, między innymi w osobie Fryderyka Chopina, którego utworów wszakże nie usłyszymy.
Tym razem w ogóle nie pojawia się muzyka, a cały ciężar spektaklu spoczywa na ramionach trójki aktorów, ponieważ rzecz toczy się pomiędzy Napoleonem (Jacek Milczanowski), wspomnianym Constantem (Jan Mancewicz) i panem Daguerre (Robert Żurek), który po malarzu Davidzie przejąć ma uwiecznianie jego oficjalnych podobizn, tyle że za sprawą swego mechanicznego wynalazku (skądinąd zachował się dagerotyp wspomnianego Chopina).
Napoleon dbał bowiem o swój wizerunek, starając się sprawować kontrolę nad tym jak zostanie zapamiętany przez potomnych.
Teraz musi zmierzyć się z tego konsekwencjami, ponieważ tenże oderwał się od jego osoby i wiedzie własną egzystencję.
Nie jest już bowiem sobą, żywym człowiekiem, lecz postacią historyczną.
Nie należy do siebie, lecz opinii publicznej, osaczony kopiami swych konterfektów, multiplikowanych w celach komercyjnych.
Najwyższa pora zatem, by umrzeć...
Mamy więc do czynienia z teatrem aktorskim. I to nie performatywnym, lecz tradycyjnie pojmowanym. Z ciągłością bycia w roli oraz dramaturgii opartej na grze z partnerem.
Tyle że brakuje postaci w miarę równorzędnej (na przykład przywoływanego skądinąd Talleyranda, wręcz stworzonego do tego rodzaju konfrontacji).
Z oczywistych względów nie może nią być wierny sługa. Nie staje się taką Daguerre, który za sprawą swego wynalazku mógłby okazać się rozgrywającym w przydzielaniu nieśmiertelności. Wkracza wszakże do akcji zbyt późno, a i dramaturżka nie wyposażyła go w odpowiednie ku temu cechy. Poza tym nie mam pewności, czy osobowość aktora byłaby w stanie przeciwstawić się indywidualności Jacka Milczanowskiego w roli Napoleona, wskutek czego przedstawienie staje się do pewnego stopnia monodramem, teatrem jednego aktora, którego wspomagają dyskretne, nie rzucające się w oczy, ale za to wyszukane zmiany oświetlenia.
Może jednak musi tak być, skoro grana przezeń postać jest na tyle przytłaczająca, że wciąż budzi żywe spory nie tylko wśród historyków?
Lesław Czapliński
Portal maestro.net
A tymczasem w Krakowie...co by było gdyby - znacie to? Nawet jeśli znacie to posłuchajcie - co by było gdyby Napoleon Bonaparte wygrał w 1815 roku bitwę pod Waterloo? To pytanie stawia sobie i snuje opowieść Monika Milewska w sztuce "Twarz Napoleona" a wyreżyserowanej przez niezawodnego w takich kameralnych, acz gęstych od emocji realizacjach Wiesława Hołdysa. Oto bowiem minęło 20 lat od wiktorii pod Waterloo, jest rok 1835 i Francja szykuje się do uroczystych obchodów! Francja sięgająca po Smoleńsk z całą niemalże Europą u stóp. Bonaparte (świetny Jacek Milczanowski), zgorzkniały i znudzony imperator też czyni przygotowania do tych wydarzeń a pomaga mu w tym wierny towarzysz broni, kamerdyner Constant (Jan Mancewicz genialny swoim fizis i vis comica). Mamy tu cały rytuał przygotowań, rytuał wymiany zdań, zapewne rytuał powtarzający się co dnia, Napoleon chciałby zapewne już usunąć się w cień - ma przecież znakomitego następcę tronu Aleksandra I, syna ze związku z poślubioną Marią Walewską i już tylko zegary odmierzają czas i biją kwadranse życia Bonapartego i nasze! I oto pojawia się przed Napoleonem Louis Jacques Daguerre (Robert Żurek), który z Niépce’m, wynalazcą heliografii, udoskonalił metodę rejestrowania obrazów na płytkach pokrywanych jodkiem srebra. Marzeniem Daguerre jest utrwalenie podobizny Napoleona Bonapartego - czy to się uda, jak przebiegnie proces tworzenia dagerotypu? Nie dowiecie się Państwo tego, jeżeli nie zawitacie w gościnne progi Teatr Mumerus, spektakl gorąco polecam - szybki, zwarty, z poczuciem humoru i suspensem!
Andrzej Czapliński, Facebook z 23.01.2024
Przewrotny, zwarty, kompaktowy spektakl Teatr Mumerus. „Twarz Napoleona”, autorstwa Moniki Milewskiej w reż. Wiesław Hołdys. Udało się dotrzeć na ul. Kanoniczą i wejść w alternatywną wersję zdarzeń o ostatnich dniach imperatora.
Napoleon jest zgorzkniałym niespełnionym i osamotnionym cesarzem – seniorem. Paryż przygotowuje się do hucznego świętowania 20-ej rocznicy zwycięskiej bitwy pod Waterloo, a tym samym 20 lat pokoju pod rządami Cesarza Francuzów. Jego twarz jest na dekoracjach, gadżetach, puzderkach i lusterkach, a nawet na damskich pończochach. On sam nie odnajduje siebie w tych podobieństwach, a rozmowa o słynnych portretach Cesarza malowanych pędzlem największych malarzy tego czasu to wykład o prawdzie i kłamstwie w sztuce.
Cudownie zblazowany Napoleon Bonaparte, w wykonaniu Jaceka Milczanowskiego. Znudzony rozmową, czekaniem, sceptyczny wobec pomysłów koncertowego jakiegoś tam Polaka- Chopina, narcystyczny i hipochondryczny zarazem. Pojawiająca się niespodziewanie obietnica rozrywki sprawia, że daje się namówić na eksperyment Louisa Daguere, który przybywa, by uwiecznić cesarza na fotografii. Koniec zaskakujący. Doskonała scena naświetlania modela, trwa kilka minut. W teatrze to cała wieczność. Towarzyszy temu naświetlaniu muzyczny popis zegarowego tykania, przyspieszenia, zwalniania, miarowego czekania, wreszcie zastygnięcia, zatrzymania w czasie. Kapitalny moment. Na uwagę zasługuje także doskonała gra Jana Mancewicza. Gra wiernego lokaja Louisa Constanta Wairy. Relacja Bonaparte – Consant jest dowcipnym studium relacji Pan – Sługa. Błyskotliwe tekst dramatu, pełen kulturowych aluzji. Czysta przyjemność je znajdywać. A gdzieś tam z tyłu sam reżyser, jest wszystkim w tym spektaklu. To ogląda, wyreżyseruje, rozdaje impulsy. Przyjemnie było tego doświadczyć.
Spektakl wspołfinansowany przez Kraków Miasto Kultury
Robert Piaskowski, Facebook
target="_blank">Robert Piaskowski,Facebook
https://www.facebook.com/robert.piaskowski.9
Lubię niewielkie teatry. Teatr Mumerus rozpoczął rok 2024 nowym spektaklem: „Twarze Napoleona” . Opowieść dotyczy jednego dnia: jest 17 czerwca 1835 roku, kiedy Francja przygotowuje się do hucznego świętowania 20-ej rocznicy zwycięskiej bitwy pod Waterloo, a tym samym 20 lat pokoju pod rządami Cesarza Francuzów.
Spektakl pokazuje cesarza - człowieka , którzy mierzy się z wyobrażeniami na swój własny temat: jego podobizna jest wszędzie: na talerzach, łyżeczkach, flakonach perfum. Człowiek, który oddziela się od siebie samego. Jest wyobrażeniem i tak sam siebie traktuje. Pyta się kamerdynera: czy zbierasz moje paznokcie, kiedyś to może być wartość przeliczana na złote napoleony. To problem ludzi, którzy uwierzyli w swoją absolutność, doskonałość. I zdaje się, że są tym znużeni. No bo przecież permanentne obcowanie z doskonałością może zmęczyć. Jest jednak jeszcze jeden wątek: czy do siebie, tego, który jest własnością innych – należy własna śmierć? On sam nie należy do siebie, lecz opinii publicznej, osaczony kopiami swoich wizerunków.. Nie jest więc tak, że człowiek odczuwający potrzebę zakończenia własnego życia, niekiedy określający tę potrzebę jako obowiązek śmierci może podjąć jakąkolwiek decyzję.
Amerykański system klasyfikacji psychiatrycznej (Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders – DSM-IV) definiuje osobowość narcystyczną jako utrwalony wzorzec poczucia własnej wielkości (widoczny w fantazjach bądź w zachowaniu), potrzeby podziwu ze strony innych. Twarze Napoleona są wszędzie, a on sam zatraca się w tym, czy wciąż jest sobą. Jest Cesarzem.
Idźcie koniecznie: Kraków ul. ul. Kanonicza 1, a zwłaszcza teraz , przed wyborami: przecież jest mowa o władzy i cesarzu. Jakieś mam skojarzenia (bo Cesarze bywają wszędzie i dwory) i nawet chciałam zadedykować …ale dam sobie spokój
Małgorzata Jantos
https://www.facebook.com/malgorzatajantos
Co słychać? Byłyśmy wczoraj z siostrą (Ewa Stadtmuller) na premierze sztuki w teatrze Teatr Mumerus przy ul. Kanoniczej 1.
Autorka - Monika Milewska - wszechstronnie utalentowana osoba, jest wykładowcą akademickim, publikuje prace naukowe, popularnonaukowe, jest poetką, dramatopisarką, tworzy scenariusze, słuchowiska i jeszcze pisze dla dzieci to, co sama wymyśliła jako dziecko.
Jej wyjątkowe poczucie humoru, wiedza historyczna i wyobraźnia mieszają się w doskonały koktajl musujący niczym noworoczny wytrawny szampan.
"Twarz Napoleona" to sztuka oparta głównie na dialogu. Bohaterem jest Napoleon Bonaparte, ale w wersji alternatywnej. Tym, co są na bakier z historią polecam szybką powtórkę z czasów napoleońskich, żeby nie dali się zapędzić w kozi róg przez autorkę i nie przyjęli na wiarę zwycięstwa małego kaprala pod Waterloo (choć niektórzy historycy twierdzą, że niewiele brakowało).
Na scenie centralną postacią jest cesarz, ale cóż znaczyłby bez swego wiernego sługi. Constant stanowi kontrapunkt dla egocentrycznego, lecz nieco już znudzonego popularnością władcy. Doskonały w roli wiernego lokaja - Jan Mancewicz jest komiczny nie tylko w dialogach. Sposób przedstawienia postaci i charakteryzacja czynią z niego równorzędnego partnera dla sugestywnie zagranego Napoleona (Jacek Milczanowski). Reżyser - Wiesław Hołdys świetnie odczytuje intencje autorki, choć realizuje własną wizję tekstu. To już kolejny jego spektakl zrealizowany z powodzeniem na podstawie twórczości Moniki Milewskiej.
Minimalistyczna scenografia i pomysłowe kostiumy są kolejnym atutem przedstawienia (zwłaszcza strój Constant’a pełen kieszeni większych i mniejszych w których mieszczą się wszystkie potrzebne, podręczne przedmioty - pomysł Agnieszki Dziedzic).
Ale nie powinniśmy wkładać tej sztuki do szufladki z napisem „komedia”. Pomiędzy błyskotliwymi i zabawnymi dialogami przewijają się rozważania całkiem poważne, dotyczące samopoznania, prawa do prywatności i decydowania o własnej śmierci. Trzecią postacią, która pojawia się na scenie jest Louis Daguerre – w tej roli Robert Żurek. W rzeczywistości to spotkanie nie mogło się wydarzyć, ale od czego jest wyobraźnia. Twórca metody zapisywania rzeczywistości na metalowej płytce za pomocą światła i procesów chemicznych chce spełnić swoje marzenie o utrwaleniu twarzy Napoleona. To moment zwrotny w akcji, który powoduje, że sztuka staje się w zasadzie kryminałem. Ale nie zdradzę zakończenia, bo tego dowiecie się przychodząc na Kanoniczą 1 do teatru Mumerus. Warto!
Marta Kot Na książki
Facebook z 23.01.2024
Z wielką przyjemnością po dłuższej przerwie wróciłam na ulicę Kanoniczą, do Teatru Mumerus. Komuś takiemu jak ja, czyli dyplomowanej romanistce, historia Napoleona Bonaparte jest szczególnie bliska - niejedne wszak zajęcia z historii Francji związane były z postacią wielkiego imperatora. A Teatr Mumerus akurat od jakiegoś czasu ma w swoim repertuarze spektakl "Twarz Napoleona", na podstawie tekstu Moniki Milewskiej. To niezwykle oryginalny scenariusz. Autorka przedstawia losy cesarza nie do końca zgodnie z faktami i nie do końca na poważnie, bawiąc się historią, którą dodatkowo uatrakcyjnia polskim motywem związanym z inną sławną postacią, Fryderykiem Szopenem. Dzięki zastosowaniu „clin d’oeil” do widza, otwiera wrota wyobraźni. I oto siedzi przed nami „emerytowany” wódz, który oddał już tron i władzę synowi, władca znużony życiem i podbojami, którego zasadniczym dylematem jest to, jak zapamiętają go potomni. Bo przecież twarz cesarza jest niemalże wszędzie - jego podobizna zdobi monety, flakony perfum, łyżeczki do cukru, a nawet… sprzączki do damskich pończoch. A skoro każdy może zostać właścicielem podobizny Napoleona, to czy on sam ma jeszcze prawo do swojego wizerunku? Postanawia więc skorzystać z propozycji szalonego, psychopatycznego fotografa Louisa Daguerre’a i zapozować do pierwszego na świecie portretu fotograficznego. W przygotowaniach tych pomaga mu wierny sługa i powiernik, niejaki Constant.
Spektakl ogląda się świetnie, a sensacyjno-kryminalny wątek ze szczyptą humoru dodaje akcji atrakcyjności.
Znakomite kreacje aktorskie stworzyło trio wykonawców, wśród których prym wiedzie (jak na cesarza przystało) Jacek Milczanowski w roli Bonapartego, a z wielką klasą towarzyszą mu Jan Mancewicz jako Constant oraz Robert Żurek w roli fotografa Daguerre’a. Całość zręcznie i atrakcyjnie wyreżyserował Wiesław Hołdys, a niebanalne, zgodne z epoką kostiumy wyczarowała Monika Gigier.
Polecam Wam serdecznie spektakl „Twarz Napoleona” w Teatrze Mumerus w Krakowie.
Ana Gran, Facebook, 19.05.2025

Fot.:Piotr Baran

Fot.: Piotr Baran

Fot.: Piotr Baran

Fot.: Piotr Baran

Fot.: Piotr Baran

Fot.: Wiesław Hołdys

Fot.: Wiesław Hołdys

Fot.: Wiesław Hołdys

Fot.: Wiesław Holdys


Fot.: Wiesław Hołdys

















